Amerykańscy wojskowi liczą na Trumpa

10 stycznia 2017

W kampanii wyborczej Donald zapowiedział, że w jego wizji siły zbrojne Stanów Zjednoczonych powinny mieć 540 tysięcy żołnierzy służby czynnej w US Army, 350 okrętów nawodnych i podwodnych w US Navy oraz co najmniej 1,2 tysiąca samolotów bojowych.

Kwestie rozwoju wojsk lądowych spaść mają na Vincenta Violę, którego Trump wskazuje jako nowego sekretarza US Army – pisze dr Robert Czulda w analizie Defence24. Viola to sprawny miliarder, absolwent akademii West Point, który służył w 101 Dywizji Powietrznodesantowej, a później w rezerwach US Army. Zakończył służbę w stopniu majora. Zastąpi on Erica Fanninga – stuprocentowego cywila, wieloletniego pracownika federalnego w Waszyngtonie (a także pierwszego otwarcie przyznającego się do tego homoseksualistę na tak wysokim stanowisku). Wojskowi mają więc powody do zadowolenia. Tym bardziej, że innego cywila bez służby wojskowej, Ashtona Cartera, na stanowisku sekretarza obrony zastąpi James Mattis, emerytowany generał US Marine Corps.






Drugim powodem do pozytywnego odbierania Trumpa przez US Army jest zapowiedź zwiększenia stanu kadrowego służby czynnej (o rezerwach nic póki co nie mówił). (…) Oznacza to – uważa Czulda – że w nadchodzących latach US Army, podobnie jak i inne rodzaje sił zbrojnych, spodziewać się mogą zwiększonych funduszy.

Koszt powiększenia US Army oraz innych rodzajów sił zbrojnych według przedwyborczego programu Trumpa eksperci oszacowali na około 100 miliardów dolarów rocznie, a więc o 60 miliardów więcej niż planował wydać prezydent Obama.






Republikański przewodniczący Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów Mac Thornberry zaapelował do Trumpa, by w ciągu 100 pierwszych dni swojego urzędowania wysłał do Kongresu nową wersję prezydenckiego budżetu obronnego. Poparł również zwiększone finansowanie w roku podatkowym 2018, a także opowiedział się za całkowitym zrezygnowaniem z hamulców finansowych z 2011 roku (tak zwany Budget Control Act). Krytycy zwracają jednak uwagę, że mają gigantyczne długi i większe budżety wojskowe to samobójstwo.

Na chwilę obecną nie wiadomo, czy Trump zdecyduje się na tak ambitny program chociażby z powodów finansowych – ocenia polski analityk. – Nie wiemy też jak ostatecznie będzie wyglądał podział funduszy, ani też jakie programy będą priorytetowe. Amerykańska prasa wojskowa póki co spekuluje, że Trump może wycofać prawo pozwalające kobietom na służbę w jednostkach bojowych. W kampanii wyborczej Trump kilkukrotnie krytykował administrację Obamy za postępujący upadek standardów w siłach zbrojnych, w tym US Army.

Wspomniany generał James Mattis opowiada się przeciwko służbie kobiet na pierwszej linii. W ubiegłym roku US Marine Corps złożyło oficjalną prośbę o wycofanie się z rozkazu otwarcia wszystkich jednostek dla kobiet (na poparcie pokazano badania, z których wynikało że męskie oddziały są skuteczniejsze niż kobiece lub mieszane), ale sekretarz obrony Ashton Carter się na to nie zgodził. Trump może zmienić decyzję Obamy z 2011 roku, kiedy to wycofano zakaz służby zadeklarowanych homoseksualistów oraz decyzji z 2016 roku, kiedy to Obama pozwolił na otwartą służbę żołnierzom transpłciowym.

Spekuluje się, że ekipa Trumpa wycofa się także z pomysłów opisywanych przez prasę US Army, a mianowicie zaplanowanych na 2017 rok testów wyposażenia osobistego na żołnierzach z długimi brodami i włosami, a w przypadku kobiet z długimi paznokciami i kolczykami. Dotyczy to także opisywanej przez branżowy „Army Times” dyskusji na temat dopuszczenia stosowania lakieru do paznokci. Wielu republikańskich nazywa te pomysły i działania szkodliwą „inżynierią społeczną”.

US Army ma również nadzieję, że Donald Trump przeforsuje pełne sfinansowanie kontyngentu w Europie Środkowo-Wschodniej, w ramach European Reassurance Initiative (ERI). (…)Pełna ustawa budżetowa zostanie więc przyjęta już w następnej kadencji Kongresu, kiedy stanowisko prezydenta USA będzie pełnił Donald Trump i to od niej będzie zależało kontynuowanie procesu wzmacniania wschodniej flanki w obecnym roku. Nie mniej istotne będzie kontynuowanie rozszerzonej obecności wojsk USA w Europie w kolejnych okresach, kiedy to już administracja Trumpa i nowy Kongres będą odpowiedzialne za pełen cykl planowania budżetowego.

(…) Rodzi to pewne obawy, bo Trump zapowiadał rewizję wszystkich zobowiązań i ich realizację tylko wobec tych sojuszników, którzy sumiennie wspierają Stany Zjednoczone. Z drugiej jednak strony ERI i mocna obecność US Army w Europie Środkowo-Wschodniej dobrze wpisuje się w koncepcję budowania amerykańskiej potęgi wojskowej i hasła „Make America Great Again”. Nie można wykluczyć, że Trump wykorzysta ERI do szantażu Europy – jego sfinansowanie w zamian za zwiększone wydatki na zbrojenia ze strony państw europejskich. W praktyce jednak taki scenariusz byłby dla nas w ostatecznym rozrachunku korzystny. (WIĘCEJ)

Kresy24.pl/Defence24

Podziel się tym z innymi. Udostępnij na:

Komentarze nawołujące do przemocy, zawierające zniesławienia, wulgaryzmy, groźby karalne lub spam będą usuwane. Również wpisy osób podających nieprawdziwy email.

3 odpowiedzi Amerykańscy wojskowi liczą na Trumpa

  1. observer48 Odpowiedz

    10 stycznia 2017 w 17:37

    Trump pogoni Niemcy, które wielokrotnie krytykował imiennie podczas kampannii wyborczej za niewypełnianie zzobowiązania wydawania co najmniej 2% PKB na obronę. To Makrelę mocno zaboli. Trump również zapowiedział, że USA będą współpracować na zasadzie równości z państwami członkowskimi NATO, które spełniają wymóg wydatków 2% PKB na cele obronne i stąd nagłe zwiększenie budżetów obronnych przez Państwa Bałtyckie, głównie Litwę.

  2. SyøTroll Odpowiedz

    11 stycznia 2017 w 08:34

    „Wykorzystanie ERI do szantażu Europy, by ta wydawała na zbrojenia tyle ile USA sobie życzy” może i mogło by być korzystne z ekonomicznego punktu widzenia. Tylko czy Polsce zależy na utracie kolejnej porcji suwerenności na rzecz USA ?

    • observer48 Odpowiedz

      11 stycznia 2017 w 18:54

      @SyøTroll
      Minimum 2% PKB na cele obronne jest wymogiem Karty Atlantyckiej, nie USA, które i tak finansują większość wydatków Sojuszu. Podobnie sprawy się mają z ONZ, który bez pieniędzy USA już by dawno zbankrutował. RoSSja zalega ze swoimi składkami w ONZ jeszcze od czasów sowieckich i mam nadzieję, że Trump je wyegzekwuje, albo wywali na zbitą mordę z USA darmozjadów z kacapskiej misji w Nowym Jorku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *